środa, 5 grudnia 2018

Skąd się wziąłeś, wszechświecie? | Krótka historia czasu, Stephen Hawking

Odnoszę wrażenie, że im bardziej rozwija się technika i nauka, tym mniej wiemy o otaczającym nas świecie, pojawiają się kolejne niewiadome i chyba nigdy ludzkości nie uda się zrozumieć zasad rządzących wszechświatem. Tak samo miałam podczas czytania Krótkiej historii czasu - im więcej informacji przeczytałam, tym bardziej głupiałam.
Od dawna chciałam przeczytać książkę Hawkinga, który niewątpliwie był jednym z największych umysłów naszych czasów, ale bałam się, że będzie da mnie za trudna. I była trudna, chociaż to całkowicie subiektywne odczucie, jestem noga z fizyki więc czasem ciężko było mi zrozumieć pewne kwestie. Książka nie jest stricte naukowa, nie ma w niej żadnych wzorów i równań, w dodatku napisana jest przejrzyście i z dużą dawką humoru. Niemniej podejmowane przez autora tematy same w sobie są skomplikowane i trudno je przedstawić w zrozumiały dla zwykłego zjadacza chleba sposób.

Książka podzielona jest na kilkanaście rozdziałów, które przybliżają nam tematykę tytułowego czasu, domniemanych początków wszechświata, zależności czasu od innych sił fizycznych czy czarnych dziur i możliwości dalszego rozwoju kosmosu. Autor pokazuje różne punkty widzenia i teorie naukowe, wplata mnóstwo ciekawostek i anegdot ze świata nauki, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że czytamy jakiś nudny podręcznik. Porusza też kwestię możliwości istnienia Boga na etapie tworzenia wszechświata. Jest nawet trochę rysunków i schematów, ale czasem musiałam się nieźle nagłówkować, żeby je zrozumieć. Trzeba jednak pamiętać że oryginalne wydanie pochodzi z 1988 roku i od tego czasu dużo się zmieniło; uaktualnienie książki zawarte jest w Jeszcze krótszej historii czasu.

Krótka historia czasu jest dobrą propozycją dla ludzi chcących poszerzyć swoją wiedzę, ale wymaga maksymalnego skupienia i nie nadaje się do szybkiego przeczytania dla relaksu. Dobrze, jeśli czytelnik ma jakąś wiedzę na tematy poruszane w książce i dużo wyobraźni, w przeciwnym wypadku lektura będzie co najmniej frustrująca.
Czytaj dalej »

niedziela, 18 listopada 2018

Listopadowa prywatka

Mogłabym udawać zaskoczoną, że nie wiem, jak się to stało, że ostatni post pojawił się ze dwa miesiące temu, ale nie będę, bo doskonale wiadomo że jestem śmierdzącym leniem jeśli chodzi o systematyczne blogowanie. Zanim się zbiorę do czytania i pisania pewnie minie jeszcze trochę czasu, więc póki co chyba po raz pierwszy dodam post stricte prywatkowy, może kogoś zainteresuje.


Zbliża się zima (dziś w Lublinie spadł pierwszy śnieg!), więc niedługo pewnie będę miała więcej czasu na czytanie i ogólnie życie. Jesień była dla mnie bardzo zabiegana - pracuję w firmie ogrodniczej, a w związku z październikowymi wyborami i innymi uroczystościami mieliśmy pełne ręce roboty i jeden termin gonił drugi. Mimo że to dosyć ciężka i odpowiedzialna praca to daje mi dużo radości i satysfakcji. Powyżej zdjęcie z parku, który robiłam!

Prawdę mówiąc, trochę oszukuję, bo mimo wszystko przez ten czas przeczytałam kilka książek, ale znam swoje możliwości i ta liczba (jakieś 5) to wstyd. Najgorsze w tym moim chwilowym kryzysie jest to, że mimo iż czytam dobre książki, to w trakcie czytania nie czuję ani zainteresowania ani przyjemności. Macie tak czasem, czy jestem jakimś dziwolągiem???

 Niedługo wrócę z regularnymi wpisami, mam nawet kilka pomysłów, które jeszcze muszę przemyśleć. Nie podoba mi się do końca mój instagram, nie mam na niego zupełnie pomysłu i przede wszystkim robię beznadziejne zdjęcia :o Mimo to obiecałam sobie, że nie będę się poddawać, bo szkoda by mi było tego roku blogowania, więc póki co lecę nadrabiać czytelnicze zaległości (w tym obserwowane przeze mnie blogi, tyle tego!) i życzę miłego wieczoru :)
Czytaj dalej »

poniedziałek, 10 września 2018

Rozpoczęcie szkoły, więc TAG lekturowy!

W podstawówce i gimnazjum byłam prawie wzorowym czytelnikiem lektur, w liceum za sprawą słabej polonistki mój zapał czytelniczy trochę osłabł. Super jest odświeżyć sobie szkolne wspomnienia takim tagiem i dziękuję Kirimie za nominację :) To mój pierwszy taki post i pierwsza nominacja do czegokolwiek, wow!

1. Moja ukochana lektura szkolna to…

Trudno wybrać, sporo lektur okazywało się ciekawymi książkami. W podstawówce bardzo lubiłam Sienkiewicza, np. W pustyni i w puszczy, czy Krzyżaków, z kolei ze szkoły średniej najlepiej wspominam Mistrza i Małgorzatę i Proces Kafki. Podobała mi się też literatura wojenna i obozowa, przekazywały wartości nie tylko kulturowe ale i historyczne i uważam, że były potrzebne.

2. Najgorsza lektura szkolna, jaką przeczytałem/-am, to…

Najbardziej chyba wymęczyła mnie Lalka. Ba, nawet nie dałam rady jej doczytać. Nie dość, że długa, to na dodatek stężenie irytujących postaci stanowczo za duże. Wszystko mnie w tej książce denerwowało. I Dzieci z Bullerbyn - wiem, że ogólnie to lubiana książka, ale wydawała mi się jakaś taka głupia. Ogółem dużo lektur mi się nie podobało, ale poza wyżej wspomnianymi dało się je znieść.

3. (Pierwsza) lektura, której nie przeczytałem/-am, to…

Pierwsza lektura, której z premedytacją nie przeczytałam i nie przeczytam, to Pan Tadeusz. Rozumiem jej znaczenie historyczno - społeczno - kulturowe, ale ani treść, ani sposób napisania mi się nie podobały, a fanatyzm polonistki na jej punkcie dodatkowo mnie odstraszył. Po prostu to nie jest książka dla mnie i tyle. No i po tej książce pomijanie lektur już poszło z górki :P

4. Lektura szkolna, którą przeczytałem/-am więcej niż raz, to…

Krzyżaków przeczytałam chyba ze cztery razy pod rząd :D Nie wiem, co ja miałam z tym Sienkiewiczem, W pustyni i w puszczy też wałkowałam co trochę przez całą podstawówkę, ale teraz jakoś jego powieści w ogóle mi nie idą :| Kilka razy przeczytałam też Tango Mrożka, Małego Księcia i Jądro ciemności Conrada. Poza tym jako dzieciak te wszystkie lektury w stylu Ani z Zielonego Wzgórza czy Tajemniczego ogrodu (nawet teraz czasem czytam).

5. Lektura szkolna, do której wróciłem/-am po latach…

Chyba nie ma takiej, chociaż ostatnio czytałam Dżumę, której nie skończyłam jak był na nią czas. No i od czasu do czasu jakieś moje ulubione fragmenty z książek dla dzieci. A jeśli wiersze liczą się za lektury w myśl tego tagu, to Herbert i Różewicz.

6. Lektura szkolna, którą przeczytałem/-am zanim dowiedziałem/-am się, że jest lekturą, to…

Moja mama ma pełno książek, które czytałam zanim poszłam do szkoły i bardzo dużo z nich okazywało się później lekturami, Ania z Zielonego Wzgórza, Tajemniczy ogród, O krasnoludkach i sierotce Marysi... W późniejszym czasie nie miałam w zwyczaju czytać "na zaś" :P 

7. Lektura szkolna, którą udało mi się przeczytać dopiero niedawno, to…

Z lektur, które były omawiane u mnie w szkole, to Anna Karenina. I bardzo żałuję, że nie udało mi się jej przeczytać wcześniej, bo to naprawdę genialna powieść! 

8. Lektura szkolna, która powinna zniknąć z kanonu, to…

Nie mam zbyt wielkich kompetencji, żeby o takich rzeczach decydować, ale moim zdaniem niepotrzebne jest omawianie prawie całego dorobku pisarskiego danego autora. Przykładem może być Żeromski, którego autorstwa omawia się prawie wszystkie powieści - po co aż tyle (tym bardziej, że to nuda jak nie wiem). Sienkiewicz to samo (ale jego książki miały chociaż jakąś akcję). Mickiewicz - Dziady, Pan Tadeusz i połowa wierszy i to wszystko powtarzane na każdym etapie edukacji. W ogóle wydaje mi się, że lektur jest trochę za dużo i dlatego uczniowie ich nie czytają, a duża część to naprawdę grube książki. Z konkretnych tytułów wywaliłabym Nad Niemnem, gdzie omawialiśmy z całej książki tylko dwa fragmenty, to chyba była najbardziej bezsensowna z lektur.

9. Książka, która według mnie powinna być lekturą szkolną, to…

Ja jakoś nie miałam w szkole szczęścia do fantastyki i zazdroszczę ludziom, którzy czytali Lema, Tolkiena czy Lewisa. Myślę, że własnie zwiększenie różnorodności gatunkowej o klasykę fantastyki dużo by dało jeśli chodzi o promowanie czytelnictwa wśród uczniów, a taką też rolę powinny spełniać lektury. Wiadomo że młodzież chętnie czyta fantastykę i chętnie bym widziała wśród lektur takie książki jak Lewa ręka ciemności, Diuna, coś Lovecrafta albo Poego. I koniecznie dodałabym coś nowego, mam wrażenie że dla Ministerstwa Edukacji literatura współczesna nie istnieje xd wszystkie lektury w czasie kiedy powstawały były literaturą "popularną" (dla tych, co potrafili czytać heh) a obecnie też powstaje mnóstwo wartościowych książek, a i młodzież mogłaby się bardziej wczuć w coś nowoczesnego.

10. Lektura dowolna to ostatnia lektura przerabiana w czerwcu na języku polskim. Nauczyciel nie podaje żadnych wytycznych, uczeń sam wybiera książkę, którą chce przeczytać i przedstawić klasie. Co sądzisz o idei "lektury dowolnej"?

Super pomysł, naprawdę! Ale raczej gdyby u mnie w szkole była taka możliwość, to bym nie skorzystała, wstydziłabym się :< Abstrahując od nieśmiałości, mam wątpliwości, czy wśród uczniów taki pomysł byłby popularny. Wydaje mi się, że czytanie nie jest jakąś powszechną rozrywką wśród młodzieży. Chociaż nawet jeśli znalazłaby się chociaż jedna osoba chętna na takie wystąpienie to warto :)


No i to by było na tyle. Kogo nominuję? Każdego, kto by miał ochotę na taką zabawę, a w szczególności:
Skursywionych
Weronikę z Ogrodu Literackiego
Toukie
Czytaj dalej »

sobota, 1 września 2018

Czytamy klasykę | Północ i Południe, Elisabeth Gaskell

Może na to nie wyglądam, ale bardzo lubię od czasu do czasu poczytać klasykę angielskiego romansu w stylu Austen czy sióstr Bronte. O Elizabeth Gaskell wcześniej nie słyszałam, jednak pierwsze spotkanie z jej twórczością uważam za bardzo udane.
Główną bohaterką jest dorastająca Margaret, która dotychczasowe życie spędzała głównie u krewnych w Londynie, jednak kiedy jej kuzynka wychodzi za mąż i wyjeżdża, dziewczyna wraca do rodzinnego domu. Jej rodzice żyją w niewielkiej miejscowości gdzie ojciec pełni funkcję pastora. Niestety, w wyniku moralnych dylematów i kryzysu wiary zmuszony zostaje do zrezygnowania z tej posady, a rodzina Hale'ów przenosi się na północ, do zadymionego przemysłowego miasta - Milton. 

Takie zderzenie dwóch światów, rolniczego, spokojnego Południa i zakopconej Północy owocuje bardzo ciekawymi spostrzeżeniami na temat rewolucji przemysłowej. Przede wszystkim Gaskell, w odróżnieniu od autorek piszących w podobnym stylu wprowadza do powieści klasę robotniczą, wraz z jej blaskami i cieniami. Ukazuje niezrozumienie panujące miedzy pracownikami a pracodawcami, zmuszanie dzieci do pracy, choroby, na jakie cierpią ludzie pracujący w fabrykach. Poza zagrożeniami wynikającymi z rozwoju przemysłu autorka bardzo ciekawie ukazuje relacje różnych klas i środowisk,a zamknięty światek angielskiej arystokracji znany chociażby z prozy Austen zostaje tutaj rozszerzony. Poza wydźwiękiem społecznym Północ i Południe to piękna opowieść o przyjaźni, która wyróżnia się na tle wszystkich pozostałych relacji między bohaterami. Mamy przyjaźń między Margaret a robotnikiem Higginsem i jego córką Bessy, panią Hale i jej służącą Dixon czy burzliwą znajomością Higginsa i  przemysłowca Thorntona. 

Sami bohaterowie, zwłaszcza drugoplanowi zostali świetnie nakreśleni, mają swoje wady i zalety i bardzo szybko zyskują sympatię czytelnika. Główna postać, Margaret, również daje się lubić, ale moim zdaniem jest trochę zbyt nieskazitelna, dobra i piękna, spotyka ją wiele (aż za dużo!) nieszczęść, a wszystkie błędy, które popełnia w gruncie rzeczy wynikają z jej zalet a nie przywar. Mam też kilka wątpliwości co do wprowadzonego wątku romantycznego, który na szczęście nie dominuje w powieści, bo o ile ze strony Thorntona wypada naprawdę naturalnie, to z perspektywy Margaret  niektóre momenty były dla mnie niezrozumiałe.

Wydanie Świata Książki, które posiadam, prezentuje się naprawdę ślicznie, ale wewnątrz nie jest już tak kolorowo, zdarzają się literówki a bardzo często przy zamieszczonych listach tylko część tekstu jest napisana kursywą. Nie przeszkadza to w czytaniu, ale trochę nieładnie wygląda. I polecam twardą okładkę - mam kilka innych książek z tej serii i miękka bardzo często się brzydko zagina. 

Północ i Południe naprawdę mnie zaskoczyła, głównie przez rozbudowanie tła powieści i wspomnianą wcześniej problematykę rewolucji przemysłowej i moim zdaniem jest to duży plus. Jeśli ktoś lubi klasykę kobiecej literatury angielskiej a znudziły mu się bardzo podobne do siebie powieści o balach i przyjęciach, to ta książka może być świetnym urozmaiceniem :)

Ehh! Pierwszy raz nie wyrobiłam się w czasie z postem :( Ale książkę przeczytałam w sierpniu, więc i tak jest dobrze!
Czytaj dalej »

czwartek, 16 sierpnia 2018

Nie do końca realność | Opowiadania bizarne, Olga Tokarczuk

Twórczość Olgi Tokarczuk jest podziwiana nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Osobiście nie jestem jej wielką fanką; podziwiam autorkę za piękny język i realizm magiczny, ale nie przepadam za przemycaną w tekstach ideologią. Niemniej kilka książek mam za sobą a niektórymi byłam oczarowana, dlatego chciałam sprawdzić, jak pisarka radzi sobie z krótką formą, którą bardzo lubię.

Opowiadania bizarne zawierają dziesięć tekstów zróżnicowanych objętościowo i tematycznie, a tym, co miało być spoiwem, motywem przewodnim zbioru to właśnie tytułowa bizarność. Słowo to określa coś dziwnego, zaskakującego, nietypowego, w związku z czym autorka postawiła sobie poprzeczkę dość wysoko i nie wiem, czy do końca udało jej się tę dziwność udźwignąć. Każde opowiadanie pokazuje mniejszą lub większą deformację rzeczywistości, niektóre zakrawają o lekkie sf jako bohaterów stawiając androidy, klony czy ludzi w zmienionej formie (Wizyta, Transfugium, Kalendarz ludzkich świąt), inne są postępem dziwactwa (Szwy, Przetwory), natomiast większa część to znany z innych dzieł autorki realizm magiczny (Pasażer, Prawdziwa historia, Serce, Góra Wszystkich Świętych).

Z całego zbioru najbardziej podobały mi się Zielone dzieci, opowiadające historię alternatywną opowiedzianą z perspektywy XVII-wiecznego uczonego, oraz subtelne i najbardziej "ciepłe" z całego zbioru Wzgórze Wszystkich Świętych. W ogóle wszystkie opowiadania cechuje piękny język, bardzo dobrze się je czyta i widać, że zostały napisane przez doświadczoną pisarkę. Jednak mimo kilku ciekawych pomysłów historie poruszają bardzo oklepane motywy i cały czas miałam wrażenie, że wszystko to gdzieś już widziałam. Autorka w zasadzie niczym nie zaskakuje aż tak bardzo, żeby było widać tę bizarność, podobne tematy poruszane były przez twórców sf czy weird fiction od dawna. Poza tym większość tekstów bardziej przypominała niedokończony szkic niż pełne opowiadanie, najczęściej z kiepskim zakończeniem i nieco płytkim przesłaniem, co trochę rozczarowuje w przypadku Tokarczuk, której książki, lepsze czy gorsze, ale zawsze są dopracowane.

Mimo to Opowiadania bizarne to wciąż dobra literatura, i polecam je na początek z autorką, jak również osobom lubiącym realizm magiczny, bo to jest to, w czym pisarka jest naprawdę dobra.
Czytaj dalej »