Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebis. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 maja 2018

Apostoł szalonego boga | Valis, Philip K. Dick

Konioluba Grubasa spotkała dziwna przygoda. Najpierw popełniła samobójstwo jego przyjaciółka, później on sam próbował. Brał trochę narkotyków a po nieudanej próbie samobójczej trafił do psychiatryka. A wszystko dlatego, że zobaczył Boga w wiązce różowego światła.
Philip K. Dick jest znany jako genialny i jednocześnie szalony twórca science fiction, narkoman i alkoholik; trudno powiedzieć czy jego pisarstwo to przejaw uzdolnień czy narkotycznych wizji. Valis jest jedną z najbardziej niesamowitych i dziwnych powieści autora, a jednocześnie najbardziej osobistą - w 1974 roku doświadczył wizji, które zmieniły jego światopogląd i religijność. Próbując wyjaśnić owe dziwne zjawiska zagłębiał się w judaizm, odłamy chrześcijaństwa i gnostycyzm, a swoje spostrzeżenia ujął w Egzegezie, swoistym dzienniku (no i naturalnie w Valisie).

Mimo że to książka z elementami autobiograficznymi nie jest napisana tylko dla zatwardziałych fanów Dicka. Dzięki zastosowaniu trzecioosobowej narracji autor zdystansował się do Konioluba, swojego alter ego, a wszystkie informacje o życiu bohatera poznajemy z opowieści znajomych (głównie Phila, który również jest w pewnym sensie wcieleniem autora) i rozmów innych postaci. Oś fabularną stanowi poszukiwanie wyjaśnienia dziwnych wizji Grubasa, które prowadzą go przez szpital psychiatryczny, terapeutów i różne strony świata, aż do odkrycia Valisa - Rozległego Żywego Systemu Informatycznego, który może mieć niebagatelny wpływ na losy świata.

Z drugiej strony Valis jest powieścią niesamowicie wymagającą i trudną, poruszającą kwestie religii, zbawienia, przeznaczenia i celowości życia. Autor posługuje się terminologią religijną, która nieraz zmuszała mnie do szukania znaczenia wyrazów (a nie jestem jakimś wielkim nieukiem), a długie monologi, wręcz potoki słów wymagały skupienia i robiły psychodeliczne wrażenie. Czytelnicy Dicka wiedzą, że religia była lubianym przez niego motywem, ale w żadnej czytanej przeze mnie wcześniej książce nie rozwodził się nad nią tak bardzo, jak tutaj; cała powieść ma wręcz mistyczny charakter.

Przy tym wszystkim powieść czyta się bardzo dobrze, widać, że jest to książka napisana przez dojrzałego pisarza i mimo że stwarza pozory szaleństwa, to taka właśnie miała  być. Język i styl stoi na wysokim poziomie, narracja poprowadzona jest świetnie i bardzo płynnie zmieniana. Trudno napisać cokolwiek o bohaterach, poza Grubasem wszyscy są zarysowani całkiem dobrze, ale bardziej na zasadzie pewnego schematu czy figury niż ludzi z krwi i kości; myślę, że jest to uzasadnione stanem psychiki Grubasa, która oddziałuje na wszystko, co się dzieje i istnieje w powieści (co jest raczej normalne w przypadku autobiograficznego poszukiwania siebie).

Proza Dicka mimo że zaliczana do science fiction raczej wymyka się z ram tego gatunku, a Valis jest najdziwniejszą z nich. Jak napisałam, wymaga skupienia i czasu, żeby ja "przetrawić", ale zdecydowanie zapada w pamięć. Na pewno spodoba się osobom, które cenią sobie ciekawy pomysł i rozmyślania na tematy duchowe i teologiczne oraz zainteresowanych tym, co się dzieje w głowie osoby psychicznie niestabilnej. Valis jest pierwszym tomem Trylogii Valisa, ale spokojnie można traktować ją jako zamkniętą całość, gdyż jak słyszałam, z cześcią drugą -  Bożą Inwazją łączy ją tylko ideologia. 

I jeszcze wybierając lekturę polecam raczej nowe wydanie Rebisu niż to stare z serii Salamandra, ponieważ nowsze zawiera przedmowę Lecha Jęczmyka, jakże ważną dla odbioru całej powieści. Ale ta stara ma za to fajną okładkę :)
Czytaj dalej »

wtorek, 24 kwietnia 2018

Czytamy klasykę | Stowarzyszenie umarłych poetów, Nancy H. Kleinbaum

Akademia Weltona to elitarna szkoła średnia, która nie rozpieszcza swoich wychowanków. Za świetnymi wynikami absolwentów kryje się bardzo surowa dyscyplina, brak prawa do własnego zdania, czasu wolnego i niekończąca się nauka. W rozpoczynającym się właśnie roku szkolnym jako nauczyciel angielskiego zostaje zatrudniony John Keating, który jako pierwszy pokazuje uczniom, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a zdolność samodzielnego myślenia jest czymś przysługującym każdemu człowiekowi.
Nikomu nie trzeba przedstawiać świetnego filmu z Robinem Williamsem w roli ekscentrycznego nauczyciela. Warto zaznaczyć, że książka została napisana na podstawie scenariusza, co jest dosyć rzadkie, i w tym przypadku wyszło raczej miernie. Autorka mogła pokusić się o dodanie czegoś od siebie, rozbudowanie bohaterów, bo wszystko wyszło bardzo płasko i sucho, jakby przepisała scenariusz żywcem albo napisała streszczenie filmu. 

Główny problem poruszony w książce został przedstawiony całkiem dobrze. Powieść można traktować jako anty-poradnik dla rodzica i nauczyciela, który dobitnie pokazuje, że dyscyplina i surowość też musi mieć jakieś granice, że młodzi ludzie to jakby nie patrzeć też istoty myślące a nie klony nas samych i że największą krzywdę robimy dziecku próbując realizować na nim własne ambicje. No i właściwie na tym koniec, książka jest cieniutka i nie ma nawet mowy o rozwijaniu wątków pobocznych ponad to, co widzieliśmy w filmie, a szkoda, bo to materiał z bardzo dużym potencjałem.

Moim zdaniem książka dobrze spełnia rolę przypominajki, czytając miałam przed oczami sceny z filmu, za to kompletnie nie broni się jako samodzielna historia. Poza pomysłem na fabułę nie ma w niej nic wartego uwagi, cała reszta jest bardzo przeciętna i jeśli ktoś nie widział filmu, niech go obejrzy, a książkę spokojnie może odpuścić, traktując ją jako ciekawostkę.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Quo vadis, robocie? | Pozytonowy detektyw, Isaac Asimov

Chyba każdy kojarzy film Ja, robot z Willem Smithem, gdzie poruszona są kwestie współżycia ludzi i rozwiniętych technicznie robotów. Został on stworzony na podstawie zbioru opowiadań Asimova pod tym samym tytułem, będącego wstępem do właściwego cyklu o robotach. Jego pierwszą częścią jest właśnie Pozytonowy detektyw.

W świecie powieści roboty są przyjaznymi humanoidami, które można wykorzystywać do różnych prac: w fabrykach, na farmach, jako pomoce domowe czy operatorów mniej skomplikowanych maszyn. Rządzą nimi trzy prawa, będące fundamentem działania ich mózgów: 1. Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechania działania doprowadzić do krzywdy człowieka; 2. Robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, jeśli nie stoi to w sprzeczności z pierwszym prawem; 3. Robot musi chronić sam siebie, jeśli nie stoi to w sprzeczności z pierwszym i drugim prawem. Mimo to obecność androidów nie jest mile widziana w ziemskim społeczeństwie, bo każdy kolejny robot oznacza, że zajął miejsce pracy należące kiedyś do człowieka. A utrata pracy w przeludnionym mieście oznacza tylko jedno: nędzę i głód.

Fabuła powieści oscyluje wokół sprawy morderstwa pewnego naukowca będącego Przestrzeńcem, czyli potomkiem Ziemian, którzy dawno temu skolonizowali inne planety. Sytuacja między Ziemianami a Przestrzeńcami jest bardzo napięta, dlatego bardzo ważne jest rozwiązanie tej zagadki. Detektyw Baley dostaje do pomocy partnera ze Światów Zaziemskich, co gorsza okazuje się, że Daneel Olivaw jest przy okazji robotem.

W zasadzie kryminalny aspekt książki nie jest bardzo skomplikowany czy szalenie zaskakujący, to raczej klasyczna sprawa z kilkoma zwrotami akcji i średnio widowiskowym finałem. Raczej jest pretekstem do rozważań na temat kondycji współczesnego bohaterom świata i próbą zastanowienia się, jak należy traktować roboty zajmujące coraz ważniejszą rolę w życiu ludzkości. Możemy myśleć, że przecież to abstrakcja, ale taki los nas czeka w przyszłości. Różne urządzenia stają się coraz bardziej skomplikowane, mogą spełniać mnóstwo funkcji a tym samym wypierać bardziej kosztowną i naznaczoną błędami pracę rąk ludzkich. Robotyka to gałąź nauki, która nieustannie się rozwija, a w Korei i Wielkiej Brytanii pracuje się już nad zbiorem praw dla robotów.

Niestety książka Asimova troszkę się zestarzała, mam tu na myśli świat przedstawiony trącący myszką. Przypomina bardziej wizje przyszłości, jakie wymyślaliśmy w szkole, typu poruszających się chodników. Oczywiście całość jest przemyślana i dojrzała, ale rozwój cywilizacyjny i techniczny poszedł w zupełnie innym kierunku niż przewidywał pisarz.

Czytałam wcześniej Ja, robot i uważam, że opowiadania były lepsze niż Pozytonowy detektyw. Co prawda książka jest dobra, a język Asimova lekki i przyjemny, ale czegoś mi zabrakło. Może zbyt prosta sprawa kryminalna, a za dużo tracenia czasu na czcze gadanie? W każdym razie warto sięgnąć po prozę pisarza, bo stworzył podwaliny dla wielu późniejszych autorów science fiction, a pytania dotyczące kwestii robotów w codziennym życiu są jak najbardziej trafne i aktualne. Z kolei odpowiedzi na nie - bardzo niepokojące.


Czytaj dalej »

wtorek, 5 grudnia 2017

Na złość mamie odmrożę sobie uszy | 13 powodów, Jay Asher

Większośc moich znajomych było zachwyconych serialem. Ja seriali nie oglądam, więc chłopak kupił mi książkę, żebym mogła przeczytać coś fajnego. Niestety, to, co przeczytałam, z pewnością nie można określić jako "fajne". Z góry uprzedzam, ten wpis to będzie tylko narzekanie.

Chyba każdy wie mniej więcej, o czym traktuje książka. Dziewczyna o imieniu Hannah popełnia samobójstwo, wcześniej nagrywając 13 kaset z powodami takiej decyzji, a kasety wysyła do ludzi, którzy jej zdaniem doprowadzili do samobójstwa. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej książce, a było to jakiś czas przed powstaniem serialu, pomyślałam, że łoooo, taki poważny, aktualny temat opowiedzainy w tak oryginalny sposób, tego nie da się zepsuć! Otóż da się, i to na wiele sposobów.

Książka ma bardzo kiepską narrację - śledzimy poczynania Claya, który jako jeden z trzynastu słucha kaset - w związku z czym mamy przeplatankę tego, co mówi Hannah, i tego, co robi/mówi/myśli chłopak. To powoduje, że łatwo zgubić wątki i często trzeba wracać do poprzedniego fragmentu z kasety, żeby sobie przypomnieć, o czym teraz jest mowa. Przyznam, że cięzko mi się to czytało i bardzo powoli.

Co można powiedzieć o bohaterach tej historii? Hm, chyba tylko tyle, że istnieją (poza Hannah, hhehe). Ich psychologia została spłaszczona do granic możliwości, co w książce o takiej tematyce jest po prostu niedopuszczalne. Nic o nich nie wiemy, poza tym, co zdradza nam Hannah i Clay, czyli mało: że ktoś był ładny, że lubił sport, tego typu błahostki. Powiem szczerze, że w kolejnych rozdziałach zapominałam imion poprzedników, zlewali się w jedną masę.

To co mnie najbardziej ciekawiło, to oczywiście tytułowe powody. Liczyłam na anatomię samobóstwa ukazujacą, jak pod wpływem kolejnych traum nastolatka decyduje się na najbardziej radykalny krok. I traumę to ja mam po przeczytaniu tych idiotyzmów. Powody Hannah do odebrania sobie życia są tak błahe i wydumane, że byłam zszokowana czytając je. Ktoś puścił plotkę na jej temat. Ktoś umieścił ją w rankingu najładniejszych/najbrzydszych (i to nie jako brzydką). Pod wpływem czasu rozleciała się znajomość zawarta w pierwszy dzień szkoły. I tak dalej. Nie jestem taka stara, żeby nie pamiętać, jak to było w szkole -  3/4 książki to takie właśnie pierdoły, które spotykają 90% uczniów. Oczywiście jest kilka poważniejszych spraw, ale nie na tyle, żeby nie załatwiła ich rozmowa z rodzicami/policją. Bardzo źle ze strony autora, że tak poważny temat potraktował z takim lekceważeniem. Przez to książka traci na realiźmie.

Nie podoba mi się to, co bohaterka zrobiła ze swoją śmiercią, co ja określam jako "wielkie show". Przez całą książkę odbierałam ją jako osobę niesympatyczną, egoistyczną i martwiącą się o to, że nie jest w centrum zainteresowania każdej napotkanej przez nią osoby. Nie potrafi kochać ani przyjmować miłości, nie potrafi nawet przyjąć pomocy od bliskich. Ma pretensje, że nikt nie zauważył, że chce się zabić (bo obcięła włosy, halo!). Zachowuje się bezmyślnie, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy pcha się w interakcje z osobami, na których wcześniej się zawiodła.  Szczerze mówiąc, nie wiem na co bohaterka liczyła, i nie widzę różnicy między zachowaniem jej, a ludzi, którzy rzekomo tak ją skrzywdzili (a mając możliwość zapobiec tragediom innych, nic nie robi). Chyba najlepiej oddają to właśnie te kasety, które moim zdaniem są najobrzydliwszą rzeczą, jaką można zrobić innym, i to aż trzynastu osobom - zrzucić na nich odpowiedzialność za swoją śmierć. Nie dość, że zniszczyła swoje życie, to też życia kolegów i koleżanek.

Podsumowując - książka jest niesamowicie słaba i nie wiem, jak zdobyła jakąkolwiek popularność. Podobno serial się od niej różni, więc pewnie jest lepszy. Powieść ma dwie zalety - po pierwsze, ciekawy pomysł, po drugie mniej niz 300 stron. Czy przeczytam inne książki autora? Nie. Czy polecam 13 powodów? Nie. Moim zdaniem - strata czasu.

Czytaj dalej »