Hejo! Tak jak rok temu, przygotowałam krótką listę książek, które uważam za najlepsze i najgorsze z przeczytanych przeze mnie pozycji. Może niektóre nie są wybitne literacko, ale jakoś zapadły mi w pamięci, albo się przy nich wyjątkowo dobrze bawiłam. I na szczęście tych wartych uwagi jest więcej niż tych słabych!
HITY:
Cordwainer Smith, Drugie odkrycie ludzkości - Przeczytałam ją w kwietniu, a wciąż czasem o niej myślę, o tym jak bardzo ludzki miała wymiar mimo fantastycznej scenografii i o tym, jak świetnie można zbudować spójne uniwersum na samych opowiadaniach.
Jakub Małecki, Dygot jest książką, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Kiedy o niej pisałam miałam zarzuty co do wszechobecnego nieszczęścia, ale teraz pamiętam dobrze wykreowany świat i fabułę, a do tego świetne wprowadzenie elementów surrealistycznych i realizmu magicznego.
Łukasz Zawada, Fragmenty dziennika SI to doskonały przykład intrygującej i niebanalnej książki czy też bardziej literackiego eksperymentu, poruszająca ciekawy, aktualny temat. Autor prowadzi intelektualną grę z czytelnikiem i rzuca nowe światło na dosyć wyświechtany w popkulturze motyw sztucznej inteligencji.
Dan Simmons, Terror zachwyciła mnie przede wszystkim klimatem na pograniczu horroru i thrillera, dodatkowo autor genialnie budował napięcie i powieść bardziej pożarłam wzrokiem niż przeczytałam.
Jakub Nowak, Amnezjak był jednym z najlepszych zbiorów opowiadań jakie miałam okazję przeczytać, wyobraźnia autora jest po prostu niesamowita, do tego mnóstwo kulturowych nawiązań i smaczków.
Marcin Podlewski, Głębia właściwie znalazła się tu tak trochę przypadkiem. Nie pisałam o wszystkich tomach, tylko o pierwszym i średnio mi się podobał. W ogóle to jest seria, która ma sporo słabszych momentów i czasem miałam wrażenie, że była pisana przez nastolatka, ale jak na space operę jest kapitalna, napisana z rozmachem i epickością i aż się zdziwiłam, jak smutno mi się zrobiło po przeczytaniu, że to już koniec.
KITY:
Rafał Cichowski, Pył ziemi oceniam jako słabe sf, ale niezłą powieść młodzieżową, może gdybym była z 10 lat młodsza to bardziej by mi się spodobała.
John Lewis - Stempel, Prywatne życie łąki. Moim zdaniem to bardzo słaba i niepotrzebna książka, która zamiast opisywać życie łąki opisuje życie autora w pobliżu łąki. Załamały mnie rozdziały, które miały dosłownie kilka zdań na temat tego, że spadł deszcz itp. Od teraz będę bardziej ostrożna przy wyborze książek przyrodniczych, jako że trochę jestem w temacie to tym bardziej takie książki o pierdołach mnie denerwują.
Ursula K. Le Guin, Malafrena - czy ktoś się spodziewał, ze znajdzie się tu powieść mojej ulubionej pisarki? Jak każdy autor ma ona swoje gorsze książki i Malafrenę uważam za jedną z nich - nie złą w ogóle, ale na tle jej innych powieści wypada słabo. Jest trochę za bardzo przegadana i rozwleczona a tematyka nie wpasowała się w mój gust.
N. H. Kleinbaum, Stowarzyszenie umarłych poetów trudno oceniać jako normalną powieść bo powstała na bazie scenariusza do filmu i jest raczej właśnie dodatkiem do niego. Jeśli ktoś jej nie przeczyta, w zasadzi nic nie straci.
Nie mogę też nie wspomnieć o moim antyulubieńcu zeszłego roku, czyli Braciach Karamazow Dostojewskiego w wydaniu wydawnictwa MG. Oczywiście nie chodzi o tragiczność powieści, bo tak właściwie chyba nie dane było mi jej naprawdę przeczytać - wydawnictwo użyło 100-letniego tłumaczenia, które było radosną twórczością tłumaczki z wyciętymi całymi rozdziałami. Absolutnie nie polecam, chyba ze ktoś czytał "normalną" wersję i chciałby sobie porównać.
I to by było na tyle :) Pozostaje mi życzyć sobie i Wam żeby w tym roku było o wiele więcej hitów i jak najmniej kitów :D Wszystkiego dobrego!




