Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci/młodzieży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci/młodzieży. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 maja 2018

Czytamy klasykę: Zew krwi, Jack London

Witam w nowym wpisie na moim ledwo żywym, żałosnym blogasku xd W ramach wyzwania z klasyką pokusiłam się o książkę autora znanego najbardziej z Białego kła i Martina Edena. Tym razem mój wybór padł na Zew krwi, którą upolowałam kiedyś w ślicznym wydaniu w Biedronce :)

Ta dosyć krótka książka opowiada o losach psa Bucka, którego spokojne, dostatnie życie zmienia się z chwilą, kiedy zostaje porwany i sprzedany jako pies zaprzęgowy. Trafia do świata, gdzie przetrwać mogą jedynie najsilniejsi, nieraz doświadcza okrucieństwa zarówno ze strony ludzi jak i innych psów. Całość jest przedstawiona z perspektywy psa, co pozwoliło autorowi na przemycenie wielu cennych spostrzeżeń dotyczących wzajemnych relacji człowieka, zwierzęcia i dzikiej przyrody.

Mimo że książka Londona jest przeznaczona dla młodszego czytelnika nie jest wcale cukierkowa czy bajkowa. Autor opisuje surowe warunki życia na Alasce, ciężki mróz, brak pożywienia i nieustanną, mozolną pracę. Przedmiotem książki nie jest często spotykana w podobnych dziełach przyjaźń człowieka i psa, dzięki której pokonują przeciwności. Powieść bez ogródek pokazuje, że w kryzysowej sytuacji liczy się wytrwałość i siła, że na szacunek i zaufanie trzeba sobie zasłużyć, i że w prawdziwym świecie nie zawsze nasza praca jest nagradzana. Jednak mimo wszystko Buck nie żałował utraty sielskiego, domowego życia, ponieważ w dzikości otaczającego go świata usłyszał coś bardzo ważnego: zew krwi.

Bardzo ciekawym motywem jest przebudzenie pierwotnych instynktów psa, począwszy od sennych wizji aż po samotne polowania w dziczy. Książka idealnie pokazuje, że nie ważne jak bardzo oswoiliśmy przyrodę, zwierzę zawsze będzie zwierzęciem, które kieruje się zmysłami niedostępnymi dla nas. W ogóle książka jest przepełniona taką bliskością natury, autor świetnie zbudował klimat dzikich miejsc, w których człowiek jest tylko mało znaczącym dodatkiem.

Jedynym, co mi przeszkadzało podczas lektury był dosyć dziecinny język. Rozumiem, że jest to książka dla starszych dzieci/młodzieży, ale nie do końca grało mi to z brutalną treścią. Nie wiem na ile to wina tłumaczenia ale powieść mogłaby sporo zyskać gdyby styl był bardziej dojrzały. Jak wspomniałam Zew krwi jest krótki, zaledwie 140-stronicowy, przez co niektóre wątki są słabo rozwinięte, jednak nie działa to na niekorzyść powieści, uwydatnia natomiast jej przesłanie - aby przetrwać trzeba bardzo szybko dostosowywać się do zmian.

Wydanie, które posiadam jest wzbogacone o ilustracje Oliviera Desvauxa i moim zdaniem są strzałem w dziesiątkę, idealnie wpasowują się treść, są proste a zarazem klimatyczne. Książkę polecam nie tylko fanom psów i powieści przygodowych. Jest wartościową pozycją, która pokazuje, czym tak naprawdę jest życie pośród dzikiej przyrody i świata rządzącego się surowymi zasadami, a w obecnych czasach taką wiedzę coraz trudniej zdobyć.
Czytaj dalej »

wtorek, 5 grudnia 2017

Na złość mamie odmrożę sobie uszy | 13 powodów, Jay Asher

Większośc moich znajomych było zachwyconych serialem. Ja seriali nie oglądam, więc chłopak kupił mi książkę, żebym mogła przeczytać coś fajnego. Niestety, to, co przeczytałam, z pewnością nie można określić jako "fajne". Z góry uprzedzam, ten wpis to będzie tylko narzekanie.

Chyba każdy wie mniej więcej, o czym traktuje książka. Dziewczyna o imieniu Hannah popełnia samobójstwo, wcześniej nagrywając 13 kaset z powodami takiej decyzji, a kasety wysyła do ludzi, którzy jej zdaniem doprowadzili do samobójstwa. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej książce, a było to jakiś czas przed powstaniem serialu, pomyślałam, że łoooo, taki poważny, aktualny temat opowiedzainy w tak oryginalny sposób, tego nie da się zepsuć! Otóż da się, i to na wiele sposobów.

Książka ma bardzo kiepską narrację - śledzimy poczynania Claya, który jako jeden z trzynastu słucha kaset - w związku z czym mamy przeplatankę tego, co mówi Hannah, i tego, co robi/mówi/myśli chłopak. To powoduje, że łatwo zgubić wątki i często trzeba wracać do poprzedniego fragmentu z kasety, żeby sobie przypomnieć, o czym teraz jest mowa. Przyznam, że cięzko mi się to czytało i bardzo powoli.

Co można powiedzieć o bohaterach tej historii? Hm, chyba tylko tyle, że istnieją (poza Hannah, hhehe). Ich psychologia została spłaszczona do granic możliwości, co w książce o takiej tematyce jest po prostu niedopuszczalne. Nic o nich nie wiemy, poza tym, co zdradza nam Hannah i Clay, czyli mało: że ktoś był ładny, że lubił sport, tego typu błahostki. Powiem szczerze, że w kolejnych rozdziałach zapominałam imion poprzedników, zlewali się w jedną masę.

To co mnie najbardziej ciekawiło, to oczywiście tytułowe powody. Liczyłam na anatomię samobóstwa ukazujacą, jak pod wpływem kolejnych traum nastolatka decyduje się na najbardziej radykalny krok. I traumę to ja mam po przeczytaniu tych idiotyzmów. Powody Hannah do odebrania sobie życia są tak błahe i wydumane, że byłam zszokowana czytając je. Ktoś puścił plotkę na jej temat. Ktoś umieścił ją w rankingu najładniejszych/najbrzydszych (i to nie jako brzydką). Pod wpływem czasu rozleciała się znajomość zawarta w pierwszy dzień szkoły. I tak dalej. Nie jestem taka stara, żeby nie pamiętać, jak to było w szkole -  3/4 książki to takie właśnie pierdoły, które spotykają 90% uczniów. Oczywiście jest kilka poważniejszych spraw, ale nie na tyle, żeby nie załatwiła ich rozmowa z rodzicami/policją. Bardzo źle ze strony autora, że tak poważny temat potraktował z takim lekceważeniem. Przez to książka traci na realiźmie.

Nie podoba mi się to, co bohaterka zrobiła ze swoją śmiercią, co ja określam jako "wielkie show". Przez całą książkę odbierałam ją jako osobę niesympatyczną, egoistyczną i martwiącą się o to, że nie jest w centrum zainteresowania każdej napotkanej przez nią osoby. Nie potrafi kochać ani przyjmować miłości, nie potrafi nawet przyjąć pomocy od bliskich. Ma pretensje, że nikt nie zauważył, że chce się zabić (bo obcięła włosy, halo!). Zachowuje się bezmyślnie, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy pcha się w interakcje z osobami, na których wcześniej się zawiodła.  Szczerze mówiąc, nie wiem na co bohaterka liczyła, i nie widzę różnicy między zachowaniem jej, a ludzi, którzy rzekomo tak ją skrzywdzili (a mając możliwość zapobiec tragediom innych, nic nie robi). Chyba najlepiej oddają to właśnie te kasety, które moim zdaniem są najobrzydliwszą rzeczą, jaką można zrobić innym, i to aż trzynastu osobom - zrzucić na nich odpowiedzialność za swoją śmierć. Nie dość, że zniszczyła swoje życie, to też życia kolegów i koleżanek.

Podsumowując - książka jest niesamowicie słaba i nie wiem, jak zdobyła jakąkolwiek popularność. Podobno serial się od niej różni, więc pewnie jest lepszy. Powieść ma dwie zalety - po pierwsze, ciekawy pomysł, po drugie mniej niz 300 stron. Czy przeczytam inne książki autora? Nie. Czy polecam 13 powodów? Nie. Moim zdaniem - strata czasu.

Czytaj dalej »

sobota, 25 listopada 2017

Kraina skandynawskich legend | Znak Elfów, Sigbjørn Mostue

Znak Elfów był całkowitym przypadkiem, otrzymałam go na drodze wymiany i początkowo wcale nie miałam ochoty go czytać. Nieznany cykl jakiegoś norweskiego pisarza, ze średnio pozytywnymi opiniami i paskudnymi okładkami (serio, kto zrobił takie okładki książkom dla dzieci/młodzieży!). Ale na szczęście nie miałam nic innego do czytania, a lektura Znaku Elfów okazała się całkiem przyjemna! Cykl składa się z trzech książek: Przebudzenia Grobowęża, Krasnalobójcy i Paszczy Krakena. Wszystkie są ze sobą powiązane i czytając je nie po kolei można się odrobinę pogubić.


Trylogia jest typowym przedstawicielem gatunku high fantasy. Opowiada o dwójce przyjaciół - Espenie i Ewie, którzy trafiają do  alternatywnego, magicznego świata i - bardziej z przymusu niż chęci - pomagają mieszkającym "po drugiej stronie" istotom. Jak na fantasy przystało na swojej drodze spotykają mnóstwo legendarnych istot na czele z krasnoludkami i elfami. Książki fabularnie są bardzo proste, ale czyta się je z ciekawością. Bardzo spodobało mi się przedstawienie magicznych stworzeń nawiązujące bardziej do podań mitologii skandynawskiej niż wzorców powszechnie utartych w kulturze masowej. Przykładowo elfy nie są wysokimi, szlachetnymi ludźmi ze szpiczastym uszami, a kraken nie bardzo przypomina kałamarnicę.

Plusem powieści są postacie. Główna dwójka to zwykli nastolatkowie, którzy mają swoje wady i zalety. Bardzo podoba mi się, że nie są idealni, ale zmieniają się pod wpływem swoich decyzji, rozwijają się. No i najważniejsze - są nastolatkami i tak się zachowują (często w powieściach młodzieżowych bohaterowie to 30-latki w ciałach dzieci). Widzimy więc jak radzą sobie w szkole, przeżywają pierwsze zauroczenia, zazdrości, pokazane są ich relacje z rodzicami.  Myślę, że to ważne kiedy młody czytelnik może dorastać razem ze swoimi książkowymi bohaterami. Co jeszcze mi się podobało - Znak Elfów ma wartości edukacyjne, porusza m.in problem globalnego ocieplenia czy nadmiernego wycinania lasów.

Jak już wspomniałam, to książka dla młodszych osób. Postacie mają (chyba, bo nie pamiętam za dobrze) około 13 lat, więc raczej taka jest grupa docelowa czytelników - ja w swoich 24 latach czułam się już trochę za stara. Poza tym seria garściami czerpie z innych powieści fantasy, takich jak Opowieści z Narnii czy książki Tolkiena (poza tym że akcja rozgrywa się w czasach współczesnych). Język też jest dosyć prosty, bez szału. Tylna okładka opatrzona jest tekstem, który informuje, że doskonale trafia w oczekiwania czytelników rozbudzone kiedyś przez Tolkiena. Nie jest to prawda. Znak Elfów można raczej traktować jako wstęp do bardziej ambitnej literatury fantastycznej.

cykl na lubimyczytać
Czytaj dalej »