Film Życie Pi wydał mi się trochę dziwny, ale jednocześnie fascynujący i piękny, głównie wizualnie :) Dlatego sięgając po książkę byłam pełna optymizmu i nastawiona na kolorową, morską przygodę ze zwierzakami w tle.
Piscine Patel, znany jako Pi, jest zwyczajnym hinduskim chłopcem. Jego rodzice są właścicielami ogrodu zoologicznego, dzięki czemu od najmłodszych lat bohater poznaje zwyczaje zwierząt i relacji między nimi a ludźmi. Jenak pogarszająca się sytuacja gospodarcza w Indiach zmusza rodzinę Patelów do sprzedania zwierzaków i przeprowadzki do Kanady. Podczas rejsu na Pacyfiku dochodzi do tragedii - statek tonie, a jedynymi ocalałymi na szalupie ratunkowej są Pi, tygrys, hiena, zebra i orangutan.
Próby przetrwania podejmowane przez chłopca nie mają nic wspólnego z bajkowym rejsem po oceanie. Pi nieraz doświadcza okrucieństwa przyrody, głodu, pragnienia, osamotnienia i lęku. Mimo że pozornie jest to powieść przygodowa to w zasadzie nie ma zbyt wartkiej akcji, a większą część książki zajmują opisy i przemyślenia bohatera. Trzonem Życia Pi i tego, co czyni tę powieść niezwykłą są rozmyślania na temat relacji przyrody i człowieka oraz szeroko pojętej religijności. Autor umiejętnie wplata rozmaite ciekawostki i anegdoty o życiu zwierząt i świetnie pokazuje, że tak naprawdę niczego nie da się do końca oswoić. Richard Parker - tygrys i "towarzysz" Pi mimo starań bohatera nie staje się udomowionym kociakiem, do samego końca kieruje się tylko instynktem i ma w głębokim poważaniu jakiekolwiek sentymenty. Poza tym książka udowadnia starą jak świat prawdę, że najniebezpieczniejszym zwierzęciem jest jednak człowiek.
Już na początku książki dowiadujemy się o nieprzeciętnym uduchowieniu Pi (jak na chłopca w jego wieku). Jest on bowiem praktykującym hindusem, chrześcijaninem (prawdopodobnie katolikiem) i muzułmaninem. Z tego faktu wynika kilka zabawnych sytuacji ale szczególnie ważny staje się podczas długich dni spędzonych na oceanie, gdzie jedyne co mu zostaje, to modlitwa. Pi dostrzega Boga wszędzie i jest to pięknie pokazane na przykład przy opisach przyrody, ale nie przemawia do mnie wrzucanie wszystkich religii do jednego worka i trochę nachalne wtrącanie jakoby historia chłopca miała przekonać do wiary w Boga. Mimo wszystko nawet jeśli ktoś nie jest fanem religii to książka zawiera kilka ciekawych przemyśleń.
Powieść czyta się świetnie za sprawą fenomenalnego stylu autora. Martel lekko operuje piórem i nic nie dłuży się nawet przez moment. Śmiało mogę powiedzieć, że język to jedna z największych zalet książki. Poza tym bardzo ciekawe było przedstawienie całej opowieści w taki sposób, jakby była oparta na faktach. Sama sprawdzałam, czy historia Pi wydarzyła się naprawdę :)
Jedyne, do czego mam zastrzeżenia (pomijając dziecinne podejście do religii), to zakończenie, a konkretniej - zbytnie skomplikowanie. Po poznaniu losów bohatera dowiadujemy się, że jest jeszcze inna wersja historii, a czytelnik musi sam wybrać, która bardziej mu się podobała/ w którą chce uwierzyć, z tajemniczym "podobnie jest z Bogiem". Moim zdaniem obie były tak samo okrutne i smutne i szczerze mówiąc, nie wiem, którą wybrać.







